wtorek, 27 stycznia 2015

prolog

Nazywam się Delian i mieszkam w Bostonie. Jak to zwykle w mniejszym mieście bywa, krąży tu ogromna ilość plotek i newsów. Są rzeczy które nie mogą zostać pominięte, i wieści o nich rozchodzą się jak ciepłe bułki. Niektóre sprawy jednak nie budzą zainteresowania społeczności. Podobnie bywa z ludźmi. Jedni o rozgłos się nie proszą, drudzy zabiliby aby przez chwilę być w centrum uwagi. To jednak nie dla mnie. Co prawda drzwi do sławy stoją dla mnie otworem (ludzie dostrzegają we mnie urodę której ja nie widzę, ponadto przyjaznilam się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole, i mam talent który "przypadkowo" został umieszczony na szkolnej stronie internetowej). Ja jednak trzymam sie mojej skromnej liczebnie grupki przyjaciół, wiedząc że mogę liczyć na ich zaufanie i ceniąc sobie swoją prywatność. Tak więc pomimo że rozgłos sam w sobie mnie nie kusi jest jeden wzgląd przez który postanowiłam złamać swoje reguły, i zrobiłam to czego nikt się nie spodziewał.

***
Moją historie trzeba opowiedzieć od samego poczatku. Zaczęło się w styczniowy chłodny dzień. Siedziałam przy biurku. Obok mnie leżała sterta książek potrzebnych mi w dniu jutrzejszym do szkoły. Chciałam się uczyć na sprawdzian z matematyki, ale nie mogłam się skupić. Patrzyłam za okno gdy nagle zadzwonił telefon i wybił mnie z rytmu moich myśli, przypominając co miałam robić. Odebrałam pospiesznie.
-Cas, nie mam sił teraz rozmawiać...
- Wiem, wiem nigdy nie lubisz rozmawiać przez telefon, gdy uczysz się do sprawdzianów, ale to ważne! -wykrzyczała Cas.
-dobrze, więc słucham. - odpowiedzialam z nutą rezygnacji, wiedząc że od poczatku byłam na przegranej pozycji.
- słyszałam że za tydzień w piątek ma odbyć się impreza u Daniego Richardsa! Myślisz że dostaniemy zaproszenie? 
-nawet na to nie licz. 
- jesteś pewna że... - nie zdarzyła dokończyć, bo jak zwykle przewidując jej myśli odpowiedzialam na pytanie, które chciała zadać.
- nawet gdybyśmy zostały spisane na liście gości, ja nigdzie się nie wybieram. Nie znosze tego typu imprez.
- wiesz że to prawdopodobne że zostaniesz zaproszona? Ostatnio też dostałaś zaproszenie... Nie wiem jak mogłaś nie iść na tę imprezę u Emily! Przecież o takim wydarzeniu mówi się przez co najmniej 2 miesiace po jego odbyciu!
Niestety to prawda. Tyle samo mówiono o tym jak mogłam odrzucić zaproszenie na takie wydarzenie tysiąclecia.
-nie idę i koniec. Przecież mnie znasz. A teraz wybacz ale matematyka wzywa...
-dobra ucz się. I smacznego!
-ale ja nic nie jem...
-tak tylko na zapas mówię.
Roześmiałam się i zakończyłam połączenie. Dobrze wiedziałam że jedyną rzeczą na której powinnam była się skupić była matematyka. Coś jednak mi na to nie pozwalało. Nie wiedziałam czy był to widok płatków śniegu opadających na parapet, tykanie zegara powieszonego na ścianie, czy cicha melodia dobiegająca z salonu. Postanowiłam, ze potrzebuje przerwy, chociaż zaczełam się uczyć raptem trzydzieści minut temu. Zanim wyszłam z pokoju sprawdziłam w lustrze jak wygladam. Pośpiesznie poprwiłam fryzurę i zeszłam na dół. W salonie krzatała się mama. Wyglądała na podenerwowaną. Zatrzymałam się i zapytałam:
-wszystko w porządku?
- nie do końca. Chyba zgubiłam dokumenty. Nie widziałaś ich gdzieś przypadkiem?
- tak, chyba były w komodzie.
- racja - odpowiedziała mama i uśmiechnęła się - co ja bym bez Ciebie zrobiła.
 Gdy zauważyła ze kieruje się w stronę przedpokoju spytała:
 - wychodzisz?
- tak, wydaje mi się ze powinnam się chwile przewietrzyć. - odpowiedziałam.
- uważaj na siebie - powiedziała usmiechając sie.
Ubrałam się i wyszłam. Gdy tylko poczułam jak bardzo jest zimno pozałowałam że nie wzięłam czapki. Rozmyślanie o tym nie zajęło mi jednak zbyt dużo czasu, bo moje myśli skoncentrowały się na innej sprawie. Zauważyłam piękno tego co mnie otacza. Wszystko było pokryte białym puchem. Ulica mieniła się odbitymi w śniegu promykami słońca. Płatki śniegu opadały bardzo delikatnie, lekko wirując w powiewie wiatru. Zaczełam głęboko oddychać. Nie mogłam przestać napawać się widokiem. Był to pierwszy raz tej zimy kiedy śnieg nie stopniał po nocy. Widok przypomniał mi wspomnienia z czasów gdy przyjeżdżałam tu do babci. Pograżyłam się w nich doszczętnie. Uświadomiłam sobie że obok ktoś stoi dopiero, gdy zdecydował się odezwać:
- można by podziwiać godzinami - odwróciłam się szybko - tylko że gdy się nie ma czapki to można trochę zziębnąć.
Usmiechnęłam się z opóźnieniem wynikającym z nagłego kontaktu z rzeczywistością.
- jestem Mike. - powiedział wyciągając rękę na powitanie. Miałam ochotę odpowiedzieć " wszyscy wiemy kim jesteś. Każdy uczeń naszej szkoły słyszał już o Mike'u który przeprowadził się z Kalifornii i w przeciągu tygodnia zaklimatyzował się w naszej szkole na tyle, by dołączyć do grupy najpopularniejszych ludzi". Szybko zrezygnowałam z takiej odpowiedzi i podając rękę powiedzialam tylko:
- Delian, miło poznać.
- Delian? - zapytał i uniósł do góry brwi powoli cofając rękę, którą wsadził spowrotem do kieszeni kurtki.
- albo po postu Delly - dodałam.
- mi również miło poznać, Delly - odpowiedział usmiechając się serdecznie. Nastała chwila ciszy. Sądziłam że chłopak sobie pójdzie ale on wyraźnie nigdzie się nie wybierał. Zaczełam obmyślać strategię. W końcu zniecierpliwiona postanowiłam wziąć sprawę w własne rece:
- przepraszam, ale zdaje się że już muszę lecieć. - odpowiedziałam scenicznie spoglądając na zegarek.
-może Cie odprowadze?
Nie mógł mnie odprowadzić bo przecież stalismy 3 metry od wejścia do mojego domu.
- nie trzeba, muszę jeszcze załatwić parę spraw na mieście. - powiedziałam.
- w takim razie do zobaczenia Delly - powiedział usmiechając się przyjaźnie.
- do zobaczenia Mike - odpowiedziałam, i ruszyłam w stronę parku.
Z reszty tego dnia nie wiele pamiętam. Nawet tego, czy zdałam ten egzamin z matematyki. Jedno wiem napewno.  Był to dzień w którym zmienił się mój pogląd na świat.